- ...jedynie od siebie - dokończył wtedy Filip.
Chciał zostać w Warszawie, lecz dostał tylko jeden dzień zwolnienia, a poza tym była Joasia. Wrócił więc, lecz wykonywał swe obowiązki półprzytomny, właściwie całkowicie nieobecny duchem , bo przecież myślami stale był przy Irmie. Co dzień dzwonił do jej matki i w kółko powtarzał: - Jej trzeba adwokata! Dobrego adwokata! Nie mają przecież żadnych dowodów przeciw niej, nie mogą skazać niewinnej. To niemożliwe!
- To możliwe - odpowiadała pani Ossowiecka, sama nie raz w przeszłości osądzana za winy, których nie popełniła, skazana za nie, choć to nie było przed sądem i nie siedziała w więzieniu.